Dlaczego warto odwiedzić Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie

29 marca 2015

Jak wiecie, prowadzę niekończącą się krucjatę przekonując was i samego siebie, że motoryzacja to coś więcej niż Das Auto, którym codziennie jedziecie do pracy. Coś więcej, niż kupa metalu, plastiku i niestrawionych resztek innych niezjadliwych materiałów. Istnieje życie poza TDI, oponami o niskich oporach toczenia i tanim OC. To, że ten świat ewoluował w twór wypuszczający nijakie, beznamiętne, bezosobowe i na wskroś białe pojazdy nie oznacza, że zawsze tak było. Owszem, było nudno, ale procentowy udział nudy nigdy nie był tak wysoki. Oto dowód. Oto Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie.

Jeśli muzeum kojarzy wam się głównie z wycieczkami w szkole, to śpieszę donieść, słowami moich środkowoeuropejskich korespondentów, że to nie jest takie muzeum. Dużo zdradza sam budynek, który na typowe muzeum, przynajmniej według naszych standardów, nie wygląda. A propos naszych standardów, wejście kosztuje 8 ojro – dla porównania, wejściówka do Muzeum Lotnictwa w mieście Maczet kosztuje 14zł.

© Daimler AG

To czysty przypadek, że zacząłem od tak przyziemnych spraw jak cena, a Muzeum zaczyna się od wycieczki w górę, na ostatnie piętro budynku. Tam prezentowany jest silnik. Jeden silnik. I kilkanaście różnych pojazdów napędzanych przez ten silnik – łodzi, małego tramwaju, motoru, ciężarówki i samochodu oczywiście też. Kontekstu nadają wyświetlane obok wydarzenia historyczne, towarzyszące rozwojowi marki, często zupełnie niezwiązane z motoryzacją, jednak mające niemały wpływ na historię Mercedesa.

Historię, którą będziecie mogli dogłębnie poznać podążając spiralną alejką w dół budynku. Po drodze zobaczycie samoloty, autobusy, ciężarówki, samochody i wszystko to, co przez ostatnie 90 lat dzierżyło gwiazdę. Jest też trochę motorsportu, są pojazdy koncepcyjne. Brak za to obecnych modeli – te można z kolei obejrzeć w sąsiednim salonie sprzedaży. Sprytnie.

Moi korespondenci donoszą, że na Muzeum Mercedesa najlepiej przeznaczyć cały dzień – dawka jest tak duża. Żeby nie zdradzić za dużo, teraz już przestanę gadać a poniżej macie kilka zdjęć. Stuttgart wcale nie jest tak daleko.

jak zostać gangsterem część pierwsza

jak zostać gangsterem część druga

i co, dało się bez tableta na środku deski?

ja latam!!

łiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii

a tak na serio, to cudo zrobili ci nudni niemcy.

Rennwagen-Schnelltransporter, w skrócie autolaweta 

w czasach świetności woziła wyścigowe 300SLR z 1955 roku

Autorem zdjęć jest Jerzy Nowakowski. Wejdźcie na jego fanpage, Jurek i jego BMW 2002 niebawem rozpoczynają swój pierwszy sezon w europie, a kibiców nigdy za wiele.
Po więcej informacji na temat muzeum zapraszam tutaj.

 

Wyślij komentarz