Druga runda MiataChallenge 2017 – Motopark Ułęż

28 maja 2017

Słońcem i bezchmurnym niebem przywitała Lubelszczyzna uczestników drugiej rundy Miata Challenge. Areną zmagań był tym razem tutejszy Motopark Ułęż, czyli stały punkt wyścigowego kalendarza mx-piątkowej rodziny. Eksperymentalna trasa oraz ponad sześćdziesięciu zawodników na starcie, ale i wyjątkowo sprzyjające warunki pogodowe, a także swojskość obiektu sprawiły, że miatomaniacy z nieskrywaną niecierpliwością wyczekiwali rozpoczęcia zawodów. A Ułęż już po raz kolejny udowodnił, że potrafi zaskoczyć nawet swoich najczęstszych gości.
Trasę zmienisz, kierunek zmienisz, ale Ułęża nie zmienisz. W związku z tegorocznym zwyczajem ścigania na szybko i trochę w stylu ‘wóz albo przewóz’, tradycyjna nitka poprowadzona na tym wysłużonym lotnisku została odrobinę zmodyfikowana. Organizatorzy zdecydowali się na ograniczenie szykan do absolutnego minimum, odwrócenie kierunku jazdy i wprowadzenie ciągłej pętli, umożliwiającej jeżdżenie bez przerw w ramach jednej sesji. Słowem – Ułęż został utorowiony.

go to link Nie zmieniło się jedno. Mx-piątkowe ściganie odbywało się tu już tak wiele razy, że wszyscy czują się jak u siebie. A to prowadzi do złudnej pewności siebie i bardziej luźnego podejścia. To mieszanka wybuchowa w sporcie, gdzie liczy się maksymalna koncentracja i spora doza pokory. Nie pamiętam rundy, na której trawa byłaby zwiedzana tak regularnie, a widok mx-piątki zarzucającej tyłem tak częsty. Brak barier o które można się rozbić, jak chociażby na Poznaniu, nie oznacza, że na trawie nie można sobie zrobić krzywdy, o czym prawie przekonała się jedną z koleżanek podczas treningu Rookie. Ścigając się samochodem dobrze od czasu do czasu się trochę przestraszyć, ale nie wszędzie są ku temu warunki. Ułęż się bez walki nigdy nie poddaje, choć nikt nie spodziewał się tak poważnego żniwa. Z drugiej strony, dawno nie było też tak wyrównanych zawodów.

Określenie wyrównane zawody wyjątkowo pasowało również do Klasy 1600, gdzie dominujący od zeszłego sezonu Tomek U.S.U.L. napotkał wreszcie godnego rywala w osobie Michała Dr.Kokona. Panowie co sesję pobijali nawzajem swoje najszybsze okrążenia, obserwowani z tyłu przez grupę pościgową w składzie Kuba qbatron, Rafał Snabb i Ignacy. Reszta stawki nieco w tyle, ale trzeba przyznać, że w tej grupie można przegrać bez wstydu. Ostatecznie bez niespodzianek, zwycięstwo odniósł Tomek, notując przy okazji najlepszy czas dnia, a drugim miejscem musiał zadowolić się Michał, ze stratą ledwie ćwierć sekundy. Na najniższym stopniu podium stanął natomiast Kuba.

Klasa 2000 tradycyjnie dostarczyła największych emocji w sensie sportowym. Rywalizacja w tej klasie stoi na najwyższym poziomie, gdzie czterech, pięciu zawodników osiąga świetne czasy i ostateczny układ na mecie zależy tak od talentu i dyspozycji jak od prozaicznej możliwości zrobienia czystego kółka. Ponownie również kolejnych piętnastu zawodników mieściło się w zaledwie kilku sekundach, a to informacja doskonała. Tej grupie do zbliżenia się do czołówki brakuje tylko dalszego treningu i mozolnego korygowania błędów. Jeśli różnica do podium wynosi tylko dwie czy trzy sekundy to już znaczy, że coś robisz bardzo dobrze. Najwyższy stopień podium zdobył Maciej matpilch, przed dwójką organizatorów: Arturem arturo_tiburonem i Danielem Dżuniorem. Czwartemu Rafałowi Rockatansky’emu do miejsca trzeciego zabrakło jedynie 0.1 sekundy, a słowa uznania należą się piątemu Hubertowi haryyy’emu, startującemu najsłabszym samochodem w czołówce, a notującemu bardzo zbliżone czasy.

Największych emocji pozasportowych dostarczyła klasa Turbo. W tej grupie zawsze panował duży luz związany z zawodnością sprzętu i pewną losowością zmagań, jednak druga runda była pod tym względem wybitnie urozmaicona. Na czterech zawodników i cztery samochody mieliśmy jedną kolizję z drzewem i jeden pożar, czyli zdarzenia, które nigdy wcześniej podczas MiataChallenge nie miały miejsca. Gdyby zawody na Ułężu były obstawiane przez bukmacherów, kurs na wystąpienie obu tych przypadków byłby niebotyczny. Ostatecznie zwycięstwo przypadło Grzesiowi gzy, przed Jerzym jerzj, którym udało się przetrwać dzień bez większych strat. Miejsce trzecie dla Łukasza czestera, który niestety nie wyszedł najlepiej z kontroli drzewostanu na Lubelszczyźnie, choć zmiażdżony próg nie był dla niego na szczęście powodem do złego nastroju. Na czwartym miejscu Artur Arturo_ga, który zdążył zrobić niezły czas zanim przewód olejowy postanowił popuścić dokładnie nad rozgrzaną turbiną.

W klasie Kobiet, tym razem liczniejszej od klasy Turbo, właściwie bez zmian, gdyby nie liczyć dwóch niespodzianek. Na pierwszym miejscu Maria Mary, na drugim Magda Miss_Gregson i to jest pierwsza niespodzianka, a na najniższym stopniu podium Maja Mayeczka. Drugą niespodzianką są czasy, które Drogie Panie osiągają, a są to czasy, które pozwoliłyby na skuteczną rywalizację w środku stawki mężczyzn.

Cała mx-piątkowa rodzina uwielbia przyjeżdżać na Ułęż, ale mam wrażenie, że niemal równie bardzo cieszy się wyjeżdżając pod koniec dnia za bramę o własnych siłach. Można jednak po drugiej rundzie pozostawać optymistą, wystarczy tylko spojrzeć na wyniki. Niemal połowa zawodników osiągnęła swoje najlepsze czasy w ostatniej sesji, a spora część w ogóle na ostatnim mierzonym kółku. Ciągły progres to jedna jedyna rzecz, która motywuje do dalszej walki i pozwała prawdziwie cieszyć się tym sportem. Już niebawem kolejne dwie lotniskowe rundy, najpierw Rallyland Debrzno, a potem Biała Podlaska, czyli ciąg dalszy oswajania się z dużymi prędkościami. Lepiej się pośpieszyć, na horyzoncie już widać złowieszczy Tor Poznań. Baba Jaga czeka.

Strona serii: KLIK!

Relacje z poprzednich rund:
1. Pierwsza runda MiataChallenge 2017 – Silesia Ring
2. Pierwsza runda Miata miniChallenge 2016 – Ułęż

Przy okazji zachęcam do subskrybowania Podwójnej Ciągłej – wystarczy wpisać maila w pole na menu po lewej.

zdjęcia © Iwona Zakrzewska i Andrzej Kozłowski

 

Wyślij komentarz