Dwusilnikowiec wielkokadłubowy – Volvo XC90 T8

5 czerwca 2016

Bulgoczące V8 od Yamahy, aksamitna rzędowa szóstka czy warkoczące pięć cylindrów. Żadnego z tych silników nie znajdziecie w najnowszym XC90. Koniec z przyjemnymi odgłosami, koniec z dużymi pojemnościami, koniec z różnorodnością. Niech żyje postęp, downsizing i wyspa Tuvalu. Volvo nie zamierzało się jednak ślepo poddać aktualnie panującym trendom i turbodoładowanemu wyścigowi na butelkowe pojemności. Sprytni Szwedzi, po sesji bosego joggingu w lesie, porcji kiszonego śledzia i łyku Prippsa, uznali, że nie da się tych wspaniałych jednostek zastąpić ot tak. W zamian należy dać dwa silniki. Jeden benzynowy, drugi elektryczny. I tak powstało czterystukonne T8. Oto, proszę państwa, najmocniejsze seryjnie produkowane Volvo.

IMG_1978IMG_1977

O XC90 na Podwójnej Ciągłej mogliście przeczytać już w zeszłym roku. Wtedy, w obiektywie Artura i pod chałupą od HIKO, błyszczało D5. Sobotni poranek, świetna pogoda, doskonałe zdjęcia. Diesel ewidentnie załatwił sobie przychylne warunki. Nic więc dziwnego, że w artykule o silniku wspomniałem może dwa razy. To przypadek szczególny – samochód tak rewelacyjny, tak dopracowany pod względem stylistycznym i jakościowym, że to co pod maską jest tylko dodatkiem, kolejną pozycją w katalogu, obok audio Bowers&Wilkins czy brzozowego drewna. Czy słusznie, to sprawa osobna. Obozy są dwa. Pierwsi nie są specjalnie zainteresowani co napędza ich nowego SUVa, o ile spala rozsądne ilości paliwa i jest bezawaryjne. Drudzy ponarzekają, że jak to fura za trzysta tysi, a tam dwa litry jak z byle kombi dla korpohandlowców. Efekt jest taki, że grupa pierwsza XC90 doceni od razu, a grupa sceptyków po około godzinie.

IMG_1994IMG_1996

Dwusilnikowe XC90 z zewnątrz wyróżnia jedynie klapka na przednim błotniku, skrywająca wtyczkę do ładowania akumulatorów, i znaczek wersji z tyłu. Typowo skandynawska powściągliwość, wszystkie karty przy sobie. Ale w dobie krzyczenia S-Linem czy M-Sportem tym łatwiej docenić tak minimalistyczne podejście. A przecież i tak trudno przegapić Volvo na drodze – po części przez pokaźne rozmiary – ale przede wszystkim dlatego, że mało na drogach samochodów o tak spójnym dizajnie. Jest tu trochę odwołań do mitologii, do poprzednich modeli, do naczelnej stylistyki Volvo, do tradycji krajowych, a jednak całość wygląda fenomenalnie. Żadnych niepotrzebnych linii czy detali, żadnego epatowania wersją wyposażenia. To stwierdzenie jest nadużywane i dawno się zdewaluowało, ale i tak go użyję – XC90 ma klasę. Ja to widzę tak: Audi Q5 pasuje do parkingu podziemnego galerii handlowej, BMW X5 dobrze wygląda pod centrum fitness, a Range Rover pod SPA w górach, natomiast dla Volvo najodpowiedniejsze miejsce jest pod filharmonią.

IMG_2008

Niezmienione w stosunku do jednosilnikowych wersji jest też wnętrze. To nadal ta sama wspaniale zaprojektowana przestrzeń. Minimalistyczna ale przytulna. Z detalami, ale nie przesłodzona. Nowoczesna, lecz nadal przyjazna. A przeszklony dach w połączeniu z jasną skórą sprawia, że poczujecie się jak w penthousie. Tyle, że tu jest lepsze audio. No i fotele chłodzą. Oczywiście, do iPada ze skrzydełkami trzeba się przyzwyczaić, ale jeśli potraficie obsłużyć bankomat czy smartphone’a, to i tu nie będzie problemu. Mówiąc krótko – to z całą pewnością najlepsze wnętrze w jakim kiedykolwiek byłem.

IMG_1966IMG_1958IMG_1956IMG_1971IMG_1972IMG_1970

Lotus Evora, Porsche Cayman GT4, Audi RS3, BMW M2, Subaru nieImpreza STI, VW Polo WRC, Volvo V60 Polestar. Trudno w to uwierzyć, ale XC90 T8 jest mocniejsze od każdego z tych samochodów. To za sprawą dwulitrowego benzynowca, z turbiną i kompresorem, oraz silnika elektrycznego. Ten pierwszy, siedzący pod maską, ma moc 320 koni, a drugi, zajmujący miejsce nad tylną osią, 87. Pomiędzy nimi zasiada jeszcze zestaw baterii i na tym właściwie zamyka się sprawa układu napędowego. A jednak to nie koniec tej bajki. Maksymalny moment obrotowy, czyli to co wpycha was w fotel zanim hałas wysokich obrotów podpowie, że już wystarczy, wynosi 640 niutonometrów. Sześćset. Czterdzieści. Sześć razy tyle co Fiat 500, cztery razy tyle co Opel Astra i niemal dwukrotnie więcej niż najnowsze Megane RS. Dla równowagi i ostudzenia emocji, XC90 waży więcej niż nasz 23-osobowy skład na Euro we Francji, a i tak przyspiesza do setki w 5,5 sekundy. I to w jaki sposób! Gaz w podłogę, przednie koła chwilę walczą o przyczepność, tylne dokładają ile mogą, siedmioosobowe Volvo wyrywa do przodu. Ale wy tego nie słyszycie. Do wnętrza dociera tylko syk turbosprężarki histerycznie pompującej powietrze, porównywalny jedynie z 911 Turbo albo startującym samolotem. Na szczęście, kiedy już przestaniecie gonić za furgonetką DHLa czy innym znikającym punktem, wszystko milknie. Ośmiobiegowy automat niezauważalnie robi swoje. Pneumatyczne zawieszenie, po przełączeniu w tryb Comfort, unosi się o dodatkowy centymetr, zwiększając dystans dzielący was od informacji o stanie asfaltu. Nawet te nieszczęsne cztery cylindry pod maską ledwo słychać. Niewiele samochodów to potrafi – odizolować wnętrze od tego co dzieje się wokół. I to jest prawdziwy komfort – nie skóra, nie dwusprzęgłowy automat i nawet nie najwymyślniejsze zawieszenie – tylko cisza.

IMG_2025IMG_2026

I kiedy tak sobie jedziecie odłączeni od reszty świata, nie lękajcie się, albowiem czuwa nad wami Volvo. Szwedzi nie zawiedli – zadbali byście mogli delektować się muzyką płynącą z dziewiętnastu głośników Bowers&Wilkins, ustawionych na przykład w konfiguracji z Göteborskiej Filharmonii, podczas gdy XC90 utrzyma prędkość za samochodem przed wami, jednocześnie pilnując swojego pasa. Poza słuchaniem muzyki, możecie również oddać się lekturze – ot, chociażby spisu systemów bezpieczeństwa na pokładzie. To lepiej zostawić sobie na dłuższą podróż, bo Volvo władowało tu wszystkie swoje najnowsze wynalazki, na czele z City Safety, który teraz wykrywa nie tylko pieszych i inne samochody, ale również rowerzystów czy kangury. Poza tym monitoruje też sytuacje na skrzyżowaniach i powstrzymuje ewentualne wymuszenia, a także obserwuje co dzieje się za samochodem. Zgaduję, że kolejna wersja programu będzie reagować na drony.

IMG_2033IMG_2058

Wielokrotnie podkreślałem, że wybierając samochód należy kierować się specjalnościami. Volvo zawsze potrafiło robić dwie rzeczy – systemy bezpieczeństwa i dobre silniki. Z XC90 Szwedzi pokazali, że potrafią znacznie więcej, a wersja T8 to pokaz możliwości, zakrawający o popisywanie się. Silniki są dwa, systemów szesnaście (liczyłem!), a liczba zmartwionych niemieckich producentów wynosi trzy. Jest coś jeszcze:  marzec 2010, chińska firma Geely przejmuje Volvo od Forda za niemal dwa miliardy dolców. Wszyscy dookoła głoszą rychły upadek marki, przepowiadają produkowanie długopisów i lamentują nad stanem szwedzkiej motoryzacji. Jest rok 2016, Volvo produkuje luksusowego SUVa ze sprytnym napędem hybrydowym, którego śmiało porównujemy do Range Rovera. Jeśli to nie jest osiągniecie warte najwyższych laurów, to chyba rzeczywiście czas wrócić do (absolutnie niewymuszonego szantażem) gloryfikowania najnowszego LCI serii 3 czy jednolitrowych silników Forda. Tymczasem, Volvo, dwusilnikowe XC90, no no. Czapki z głów.

2.0TK R4  + elektr.
408KM/640Nm
v-max 230 km/h
0-100 5.5 sek.
ok. 2320kg
cena ok. 450 000

Za samochód dziękuję katowickiemu salonowi Volvo Euro-Kas.
Ponownie przypominam również o możliwości subskrybowania Podwójnej Ciągłej – aby otrzymywać maile o nowych artykułach wystarczy podać swój adres w polu na menu po lewej.

 

3 Komentarzy

Wyślij komentarz