Najdłuższa seria zwycięstw – Kia Sportage

3 kwietnia 2016

W 2004 roku niejaki Roger Federer, wtedy wschodząca gwiazda męskiego tenisa, wygrał trzy turnieje Wielkiego Szlema. Wyczyn ten powtórzył w 2006 i 2007 roku, a do dzisiaj ma na swoim koncie siedemnaście wygranych Szlemów. Mniej więcej w tym samym czasie CD Projekt kończył prace nad Wiedźminem, którego w pół roku po premierze kupiło 600 tysięcy graczy. Sequel przygód Geralta z Rivii rozszedł się w cztery miesiące w liczbie 940 tysięcy sztuk. Natomiast trzecia część znalazła już cztery miliony nabywców w ciągu dwóch tygodni. Wydana w 2008 roku płyta o nazwie 19, londyńskiej piosenkarki Adele Adkins, zapewniła jej dwie nagrody Grammy. Kolejna płyta, 21, rozeszła się w około 40 milionach kopii. Natomiast singiel Hello z najnowszego krążka, zatytułowanego 25, zebrał miliard wyświetleń na Youtube, w rekordowym czasie 88 dni. Tak, niewątpliwie będziemy dzisiaj rozmawiać o dobrej passie. Oto nowa Kia Sportage.

20160216PP_045Cm

Od momentu wydania Cee’da, sprzedanego w pierwszym roku w liczbie około 150 tysięcy egzemplarzy, Koreańczycy odnoszą sukces za sukcesem. Fabryczna seria wyścigowa oparta na dwóch modelach, entuzjastycznie przyjęte wprowadzenie siedmioletniej gwarancji, wygrane przetargi na radiowozy u nas i na Słowacji. Wypuszczane jeden za drugim nowe modele – odjechany Soul, obła Venga, mała Rio, atak na segment SUVów ze Sportage, do tego namiastka premium z Optimą i Sorento. Wszystko na przestrzeni trzech lat. To tak jakby Real Madryt zaczął mecz rezerwami, a potem po kolei wpuszczał na boisko Ronaldo, Bale’a i Benzemę.

20160216PP_038Cm

Skoro już mówimy o Ronaldo, Portugalczyk mierzy 185cm wzrostu i waży, podobno, 84 kilo. Kia Sportage mierzy 448cm długości, a jej masa to 1591kg lub 18,9 Cristianów. Jak widzicie, spory samochód. A w dodatku, Pan Ronaldo nie dysponuje napędem na cztery koła, dwusprzęgłową, siedmiobiegową skrzynią biegów i turbodoładowanym silnikiem 1.6. Nie wiadomo też nic na temat jego mocy, choć pewnie można by spytać obrońców Celty Vigo. Nowy Sportage, natomiast, dysponuje niemal 180 końmi i 265 niutkami, co wystarczy na dojazdy do pracy, sklepu, babci, kościoła, urzędu, szkoły i na plażę również. Bez obaw o ewentualne spóźnienia – skrzynia, silnik i napęd dogadują się jak Messi z Neymarem i Suarezem, dzięki czemu setka na liczniku pojawia się po dziewięciu sekundach. Dużo ważniejszy jest fakt, że Kia jest intuicyjna i, w przeciwieństwie do barcelońskiego tria, niczym nie zaskakuje. Jeśli dodasz gazu, to pojedziesz szybciej, bez nadmiernego marnowania czasu na analizę grubości lądolodu. Jeśli wciśniesz hamulec, to zwolnisz, bez pośrednictwa komputera z ADHD. A pokonywanie zakrętów spowoduje niewielkie przechyły nadwozia, bo prowadzisz wysokiego i ciężkiego SUVa, a nie hothatcha czy Neyma, tfu, coupe.

20160216PP_080Cm

Wszystkie najnowsze Kie obładowane są najnowszymi technologiami. Nie inaczej jest ze Sportage. Zestaw trzyliterowych skrótów od nazw różnorakich systemów jest imponujący. Każdy ruch kierowcy jest monitorowany, analizowany i oceniany. Prawdziwy symulator amerykańskiego obywatela na czterech kołach. Zanim jednak przejdziemy do sedna, małe zastrzeżenie: uważam się za człowieka obeznanego z motoryzacyjnymi nowinkami, z pewną obawą lecz i zainteresowaniem obserwuję systemy instalowane w samochodach i te będące dopiero w fazie testów. I nie ważne czy się śpieszyłem, byłem nieuważny czy zwyczajnie zapomniałem – nie wiedziałem o obecności systemu utrzymywania w pasie ruchu na pokładzie bordowego Sportage’a. Już miałem dzwonić do chłopaków z Euro-Kasu, że im ktoś geometrię spaprał, bo ściąga na lewo i prawo, już miałem sprawdzać, czy opony nie są zmęczone swoim krótkim lecz intensywnym życiem. W końcu byłbym uznał, że po prostu jestem przemęczony i mam zwidy – ta kierownica się rusza. SAMA. Na szczęście odkryłem knefel z rysunkiem samochodu na pasie startowym, a wtedy pozostało mi tylko wjechać na autostradę i poeksperymentować.

Pierwsze uczucie, gdy samochód robi za ciebie coś tak pierwotnego w świecie motoryzacji, jak kręcenie kierownicą, jest osobliwe. Z jednej strony będziesz zafascynowany, z drugiej trochę zaszokowany, a na koniec pomyślisz „okej, to co ja mam teraz zrobić z rękami?”. Kia podkreśla, że to nie autopilot, że system jest tylko asystą zaprojektowaną do działania w sytuacjach awaryjnych. Dlatego też, jeśli nie wykryje rąk na kierownicy, zacznie piszczeć i w końcu się wyłączy. Nie zadziała też przy niewielkich prędkościach, przy ostrzejszych łukach i jeśli zamiast linii jest krawężnik. Tym niemniej, na autostradzie sprawdza się doskonale, reaguje z odpowiednią stanowczością i daje poczucie, że ktoś nad tobą czuwa. Wszystko po to, byś bez wyrzutów sumienia mógł dłużej gapić się na telefon.

20160216PP_122Cm

Aktualne sukcesy Koreańczycy zawdzięczają, moim zdaniem, rewolucji, którą przeprowadzili we wnętrzach swoich samochodów. Koniec z porównaniami do szpitalnych poczekalni. Koniec z estetyką meblościanki. Kabina Sportage to po prostu wspaniałe miejsce do spędzania czasu. Asymetryczna konsola środkowa, odpowiednia ilość barw, kilka miłych detali. To jakby porównać mieszkanie, które se urządzili Grażynka z Januszem, do mieszkania, które zaprojektował dobry architekt. Niby w jednym i drugim da się żyć, ale różnicę są wyraźne. Kia to jest właśnie ten przypadek – przemyślany, stylowy, nowoczesny apartament. Z drugiej strony, walory estetyczne to nie wszystko – Koreańczycy o tym wiedzą i zadbali o mebelki. Ośmiocalowy ekran z nawigacją, ośmiogłośnikowy zestaw audio od JBL, wentylowane i podgrzewane fotele, a wszystko to obite skórą. Szkoda, że w tym egzemplarzu nie dwukolorową – wygląda jeszcze lepiej i, jak powiedziałby dobry architekt, rozświetla wnętrze. Gdyby ktoś miał zamiar wozić swoich amerykańskich znajomych (ale dziś walę stereotypami…), uspokajam, gdziekolwiek by ich nie posadzić, będą mieli dużo miejsca. Tylna kanapa jest na dodatek regulowana i podgrzewana – dobra na drzemki.

Moją ideologiczną niechęć do SUVów znacie. Nie ma wyjątków, to jest uprzedzenie demokratyczne i tym trudniej jest mi mówić o stylistyce Sportage. Zamiast tego skupmy się na detalach, bo te docenić znacznie prościej. A fajny detal, jak powiedziałby dobry architekt, to jest to. Mój ulubiony – tylne lampy i listwa pośrodku jak w czteronapędowej 911. Szkoda tylko, że w żaden sposób nie podświetlona, efekt byłby rewelacyjny. Skoro już o Porsche mówimy, coś wam przypominają światła do jazdy dziennej z przodu? Cztery kwadratowe lampki, oj, ktoś tu się zapatrzył na produkty Zuffenhausen. A propos patrzenia na inne samochody, masywny, niemal pionowy front Kii przypomina trochę koszmarne Subaru Tribeca, z tą różnicą, że nie jest koszmarny. I tylko wielkość Sportage uzasadnia te dziewiętnastocalowe felgi, bo racjonalnie wytłumaczyć się tego nie da. Ot, dyktat mody.

20160216PP_132Cm

A na koniec o budynku w tle. To dawna siedziba Policji (wcześniej również Milicji), wybudowana na początku dwudziestego wieku. W milenijnego sylwestra, trafiony zbłąkanym fajerwerkiem, obiekt niemal doszczętnie spłonął. Potem, tradycyjnie dla poniemieckich perełek architektury, przez kilkanaście lat stał zapomniany, dojrzewając do renowacji, której doczekał się dopiero w 2012 roku. Obecnie pełni honorową rolę siedziby Muzeum Powstań Śląskich, obowiązkowego punktu każdej wycieczki w te rejony. A droga do niego prowadząca, Wiktora Polaka, obsadzona z obu stron kamienicami rodem z Nikiszowca, to jedno z najbardziej klimatycznych i niedocenianych miejsc na Śląsku. Nie będę się silił na porównania, bowiem Kia Sportage ma tylko jedną cechę wspólną z tym ceglanym budynkiem – oba lśnią zasłużonym blaskiem jak nigdy przedtem.

1.6T R4
177KM/1265Nm
v-max 201 km/h
0-100 9.1 sek.
ok. 1591kg
spalanie 9,9l/100km
cena 124 990 (od 74 990)

Autorem zdjęć Sportage i Budynku Muzeum jest Paweł Pszczoła.
Za współpracę dziękuję również Pani Dyrektor Muzeum Powstań Śląskich, Halinie Biedzie.

 

4 Komentarzy

  1. A ja tam podzielam po części zdanie autora i wcale nie uważam, że to „laurka dla brzydkiego, bezsensownego samochodu”. 🙂 Pozdrawiam

     
  2. Moim zdaniem tekst jest laurką. Poprzednia sportage była sensowniejsza, przynajmniej nie udawała osobówki. A 19-calowe koła chyba tylko po to, żeby człowiek wydawał majątek na opony…

     
  3. KIA znaczy w wolnym tłumaczeniu From Asia. Czego wy się spodziewaliście? Czegoś logicznego? Przecież tam jest wszystko inaczej niż u nas. Dlatego jak najdalej się trzymam od Hond Toyot i tak dalej. A tekst jest laurką, jedynie wyposażoną w ozdobnik w postaci kilku suchych faktów. Nic specjalnego, jak sam samochód zresztą.

     

Wyślij komentarz