Kwiatek co cię kłuje – Citroen C4 Cactus

28 października 2014

Koniec nudy, koniec gloryfikacji beznadziejnej stylistyki, szarości i ideologii rozsądku. Dość beznamiętnych srebrnych samochodów, dość udawanego sukcesu i marketingowych cudów świata. Wystarczy tych bzdur, wymuszonego zadowolenia i bezpodstawnych zachwytów. Chcieliśmy czegoś nowego, czegoś świeżego, czegoś co tchnie w nas wszystkich trochę życia. Chcieliśmy i wreszcie się doczekaliśmy. Oto nowy Citroen, oto Cactus.

To jest jak pierwszy dzień urlopu po ciężkim roku, jak powiew porannego wiatru na świeżo ogolonej twarzy, jak włączenie telewizora po podłączeniu dekodera. Jak obejrzenie Matrixa. Myślicie, że przesadzam?

Spytajcie parę z BMW serii 5 która wyprzedzała mnie z twarzami przyklejonymi do szyb. Spytajcie gościa który stał obok mnie na światłach z wielkimi oczyma i buzia otwartą jakby mu babcia całego kotleta kazała zjeść. Spytajcie tych wszystkich przechodniów gapiących się jak na wynik meczu z Niemcami. Albo po prostu zerknijcie na zdjęcia.  To jedyny francuski samochód przyciągający więcej spojrzeń niż czerwone Ferrari.

A najlepsze w nim jest to, że jest jednym wielkim manifestem wymierzonym w nowożytną, turboefektywną motoryzację. Manifestem mówiącym ‚pocałujcie mnie w dupę’.

Ford spędził mnóstwo czasu i pieniędzy próbując zapobiec problemowi obitych drzwi, zwanego również syndromem Biedronki. W efekcie powstał system, który, po otwarciu drzwi na szerokość ponad 15cm, w czasie 60 milisekund rozkłada specjalny gumowy separator zapobiegający kosztownej naprawie. Citroen napotykając ten sam problem umieścił gumowe poduszki na drzwiach.

A jak poprawić czyszczenie przedniej szyby? Przecież doskonała widoczność ma istotny wpływ na bezpieczeństwo jazdy. Volvo postanowiło zamontować więcej dyszy, inni zaczęli montować dysze wielostrumieniowe, eksperymentowano z różnymi kątami i tak dalej, i tak dalej. A Citroen wpadł na pomysł, żeby płyn podawać bezpośrednio przez wycieraczki.

Tylne szyby? No są. A czy muszą być opuszczane? Według Citroena wcale nie. Za to mamy oldskulowe zawiasy uchylające szybki jak w Cinquecento. A w zamian, ponieważ nie trzeba silniczka ani prowadnic, dostajemy ogromne kieszonki w drzwiach – mieści się duży słoik z ogórkami.

Analogowe zegary? Tysiące przycisków? Błe, mamy erę tabletów i smartfonów, to przeca można klikać paluchem w ekran. I tak wewnątrz ekrany są dwa. Jeden przed kierowcą pokazujący prędkość i podpowiadający kiedy zmienić bieg (bo obrotomierza ni ma) a drugi na środku, ze wszystkimi pozostałymi funkcjami. Klima, nawiewy, komputer pokładowy, muza, nawigacja, internety, raj. A dla ułatwienia po bokach umieszczono dotykowe piktogramy. Poniżej półeczka na smartfon, obok port USB i gniazdko 12V. Et voila.

Klasyczny, zupełnie nieelektroniczny ręczny, pięciobiegowa skrzynia, napęd na przednią oś. Tylko silnik wykazuje pewne cechy współczesnej motoryzacji. To malutka, 1.2-litrowa trzycylindrowa jednostka, z tym, że zupełnie niedoładowana. Żyje sobie spokojnie w tej ogromnej przestrzeni pod płaską jak stół maską i nawet specjalnie się nie napracuje – mimo skromnych 82 koni i 118 niutonometrów uciągnąć musi jedynie 965 kilo francuskiej technologii. I powiem wam szczerze, gdyby wstawiono tam osiołka i 20 kilo owsa, czy co te osiołki żrą, to nie miałoby to żadnego znaczenia. Cactus to jeden z niewielu samochodów w których silnik jest sprawą drugorzędną.

Wiecie co jeszcze, oprócz samochodów-wariatów, Citroen robi dobrze? Zawieszenia robi dobrze, ot co. Sposób w jaki Cactus tłumi nierówności, sposób w jaki subtelnie izoluje od niedoskonałości, a także sposób w jaki później pokonuje zakręty jest godny podziwu i świadczy o wieloletnim doświadczeniu. Klasa, mówiąc krótko.  Tak działają tylko mocno przemyślane, porządnie wykonane i dobrze skalibrowane układy. To produkt z wyższej półki, nie ma co.

Najlepsze w tym samochodzie jest jednak to jak się w nim czujesz. Siedzisz w środku, po lewej mając klamkę drzwi wyglądającą jak rączką od torby, po prawej schowek z pokrywką jak w luksusowych walizkach, a na twarzy słońce dzięki szybie w dachu za którą zapłaciłeś rozsądne pieniądze. Nie przejmujesz się parkowaniem, bo masz poduchy i nikt ci nie obije lakieru. Pod machą 82 konie, więc jedziesz spokojnie, bo raz, że gaz do dechy niewiele zmieni, a dwa że nikt nie będzie zły na spóźnienie, jeśli przyjedziesz Cactusem.

Bo tu nie chodzi o radość z wciskania w fotel przy przyspieszaniu, przyjemność pokonywania zakrętów bokiem czy nawet dumę z posiadania prestiżowego znaczka na masce. Nie, Cactus to nie jest spełnienie marzeń, ani szczyt technicznych osiągnięć ludzkości, nic z tych rzeczy. Prawdziwą satysfakcję da ci poczucie, że wybrałeś lepiej niż inni. Podczas gdy cała reszta marnuje życie na superefektywne, supernowoczesne, supersrebrne i supernijakie samochody, ty wiesz, że są rzeczy ważniejsze, niż pogoń za cyferkami. Wybierz Cactusa i uśmiech na twarzy.

1.2 R3
82KM/118Nm
v-max 167 km/h
0-100 12,9 sek.
965kg (!)
spalanie w teście 6,3l/100km
cena: ok 74,000zł, w tym 1200 za Citroen eTouch, 2000 za panoramiczny dach

Za użyczenie samochodu dziękuje chorzowskiemu salonowi Auto-Atut. Brawa!
I przepraszam za jajko na drzwiach.

 

Wyślij komentarz