Pierwsza runda MiataChallenge 2017 – Silesia Ring

24 kwietnia 2017

 

MiataChallenge 2017 powraca na wyścigową mapę Polski. Pierwsza runda na świeżutkim Silesia Ring spełniła wszystkie oczekiwania i pozwala sądzić, że czeka nas kolejny sezon pełen motoryzacyjnych doznań w najczystszej postaci. Opolszczyzna przywitała zawodników wyjątkowo sprzyjającą wiosenną aurą, tak, że nic nie stało na przeszkodzie w poznawaniu obiektu i odkrywaniu efektów tradycyjnych zimowych modernizacji sprzętowych. Ponad sześćdziesięciu zawodników, trzy i pół kilometra doskonałego asfaltu, piętnaście zakrętów. To musiał być udany dzień.

Piąty rok mx-piątkowego ścigania to sezon poważnych zmian. Najbardziej oczywista i zarazem najbardziej znamienna, czyli zmiana nazwy i pozbycie się przedrostka mini to tylko kosmetyka. W tle kryje się ewolucja z prawdziwego znaczenia. Najporządniejsze i najszybsze obiekty w Polsce, na czele z fantastycznie wymagającym Torem Poznań oraz jaskółką nadziei polskiego ścigania w postaci Silesia Ringu. Rosnąca w szybkim tempie profesjonalizacja pod kątem sprzętu oraz podejścia do bezpieczeństwa, a przede wszystkim – co raz wyższy poziom rywalizacji. A przy tym to nadal jest impreza z uśmiechem na ustach, gdzie bardziej doświadczeni szkolą nowicjuszy, wszyscy wszystkim kibicują, a rozmaite problemy techniczne, po obowiązkowej porcji wyśmiewania, są wspólnie rozwiązywane.

W tym przypadku największą trudnością były sam tor i problem w ściganiu zasadniczy – jak tu jeździć? Kiedy hamować, gdzie ciąć, gdzie pójść szeroko, a gdzie ciasno. Silesia Ring otworzył swe bramy pod koniec zeszłego sezonu, do tej pory odbyło się tylko kilka track dayów, zresztą wyjątkowo obleganych. Już po pierwszych porannych sesjach było wiadomo, że nie będzie łatwo. Tor Poznań ma swoje zakręty-legendy i można śmiało przypuszczać, że i tu kiedyś będzie podobnie. Co więcej, kilka sekwencji można interpretować na wiele różnych sposobów, w zależności od mocy, opon i doświadczenia. Nic dziwnego, że w samo południe namiot klubowy był pełen kierowców dyskutujących na temat swojej linii jazdy i ewentualnych jej poprawek. A na dokładkę ta prosta, całe 730 metrów prostej. Nawet w mx-5 można tu osiągnąć spore prędkości, w seryjnych samochodach dochodzące do 180km/h. A gdyby ktoś przestrzelił nawrót na końcu? Nic strasznego, to nie Poznań gdzie do barierek jest dziesięć metrów. Tutaj na nieostrożnych czeka kilometr pasa startowego, nawet bez hamulców zdążycie się zatrzymać. To zresztą cecha przewodnia Silesia Ring – po prostu nie ma gdzie się skaleczyć. Band jest niewiele, w newralgicznych miejscach usypano pułapki żwirowe, a cała reszta to morze trawy. Z tego bezpieczeństwa wszyscy ochoczo skorzystali, nie tyle zbliżając się do granic przyczepności, co dosłownie rzucając wyzwanie oponom i zawieszeniu. Dość powiedzieć, że krajobraz toru został przez miatomaniaków nieco nadwyrężony, ale zamiast zdrowia, uszczerbku doznały tylko duma i samopoczucie kierowców.

Silesia Ring wyznacza nową jakość w MiataChallenge. Najbardziej cieszy, że poziom rywalizacji dostosował się do klasy obiektu, a zawodników dzieliły niewielkie różnice, choć o zwycięstwie w poszczególnych klasach wyjątkowo nie decydowały setne sekundy.

Klasa Turbo, najmniej liczna z racji wymagań technicznych i budżetowych, jest pełna skrajności. Składu grupy nigdy nie można być pewnym, czy to z racji nieprzygotowania samochodu przed rundą czy przez problemy już podczas jeżdżenia, wszak dwudziestominutowe sesje to ciężka przeprawa dla ekipy turbodoładowanych. Z drugiej strony, jeśli wszystko się ułoży, to zawodnicy z tej grupy są najszybsi na torze. Tak było i tym razem, gdy Grześ, mimo problemów z kolektorem, osiągał wybitnie dobre czasy i koniec końców, poza zwycięstwem w klasie, zgarnął również najlepszy czas dnia – 2:04:74. Na drugim miejscu stary wyga klasy Turbo – a na dodatek jeden z Organizatorów MiataChallenge – Karol Himber, gorszy od lidera tylko o 3 sekundy (a przypomnę, że o zwycięstwie decydowała średnia trzech najlepszych przejazdów). Najniższy stopień podium dla debiutującego w turbodoładowanym samochodzie Łukasza czestera, ze stratą 3.7 sekundy.

Klasa 1600, zwana również Pierwszą, przyzwyczaiła do zapewniania sporych emocji związanych z pojedynkami między Kubą Qbatronem, a Maćkiem Kidmanem, którym po piętach deptał Ignacy. Wygląda jednak na to, że w tym sezonie będzie inaczej. Bezapelacyjnym zwycięzcą został Tomek U.S.U.L., notujący czasy tylko pół sekundy gorsze od Grzesia, startującego przecież ponad dwukrotnie mocniejszym samochodem. Gdyby ktoś jeszcze się zastanawiał, inwestycja w zawieszenie i dobre opony to często najprostsza droga do podium w MiataChallenge. Nie zapominajmy również o ewidentnym talencie i wielkim doświadczeniu torowym Tomka. Reszta stawki nie była w stanie zbliżyć się do jego wyników, więc pozostało walczyć o niższe stopnie podium. Finalnie, na miejscu drugim, zeszłoroczny mistrz w tej klasie, Kuba Qbatron, a trzecie padło łupem nadwornego filmowca serii, Ignacego.

Klasa 2000, zwana w tym sezonie Drugą, tradycyjnie najliczniejsza i najbardziej wyrównana, dostarczyła bodaj jedynych prawdziwych emocji na Silesia Ring. Tylko tu rzeczywiście nie było wiadomo kto osiągnie zwycięstwo, a pretendentów było co najmniej kilku. Od stawki wyraźnie oderwała się pierwsza piątka, choć czołówka była luźniejsza niż w poprzednich latach. Z drugiej strony, na uwagę zasługuję fakt, że kolejnych niemal dwudziestu zawodników zmieściło się w pięciu sekundach. To pozwala snuć śmiałe domysły, że jeśli kiedyś dojdzie do wyścigów grupowych, będzie to ściganie niesamowicie wyrównane. Tymczasem na torze rządzi trzecia generacja mx-5, przynajmniej w tej klasie. Zwycięstwo dla jednego z Organizatorów, Daniela Dżuniora, jako jedynego w klasie schodzącego poniżej 2:06. Na drugim miejscu twarz tegorocznego MiataChallenge, Artur arturo_tiburon, ze stratą 1.1 sekundy. Trzecie miejsce przypadło Rafałowi Rockatansky, który pokazał prawdziwy kunszt co sesję startując innym samochodem i każdym osiągając doskonałe czasy.

Klasa Kobiet tym razem w bardzo skromnej obsadzie, na czele ze stałą bywalczynią, regularnie zawstydzającą męskie grono swoimi czasami, Marią Mary, przed powracającą do ścigania Justyną i debiutującą na MC Zofią.

Pierwsza runda sezonu to rzadko impreza idealna – zarówno organizatorom jak i zawodnikom zdarzają się potknięcia po kilku miesiącach przerwy. Tym niemniej, podczas weekendu na Silesia Ring było widać postęp w stosunku do poprzednich lat, a luźny kalendarz tegorocznego ścigania daje wszystkim szansę na poprawę. Mx-piątkowa familia spotyka się już w połowie maja, na dobrze wszystkim znanym Ułężu. Piąty sezon MiataChallenge rozpoczęty!

Strona serii: KLIK!
Pozostałe filmy z rundy: KLIK!

Relacje z poprzednich rund:
1. Ostatnia runda Miata miniChallenge 2016 – Tor Poznań
2. Pierwsza runda Miata miniChallenge 2016 – Ułęż

zdjęcia © Łukasz Zawalski, Andrzej Kozłowski

 

Wyślij komentarz