Finał Miata miniChallenge 2016 – Tor Poznań

6 listopada 2016

Miata miniChallenge jeszcze nigdy nie była tak blisko wielkiego ścigania jak podczas ostatniej, finałowej rundy na Torze Poznań. Wielkopolska przywitała mx-piątkową rodzinę pięknym jesiennym słońcem, jakby specjalnie przygotowanym na tą wyjątkową okazję. Obawy przed ściganiem w tym terminie okazały się po części uzasadnione, ale nic nie mogło tego dnia zepsuć wyśmienitych humorów i radosnej atmosfery – oto nasze własne MMC zagościło na najprawdziwszym torze wyścigowym. Koniec sezonu to zawsze specjalna impreza, ale tym razem każdy podświadomie czuł, że weszliśmy na inny poziom. Oto relacja z finału Miata miniChallenge 2016.

dsc03351

Runda kończąca sezon zwykle rządzi się swoimi prawami. Część zawodników żyje już planami na przyszły sezon i przerwą zimową, część pojawia się głównie dla wieczornej gali, a tylko garstka rzeczywiście jeszcze o coś walczy. Ten sezon był nieco mniej zacięty niż dwa poprzednie choć to może tylko złudzenie z pozycji, niestety dalszego niż zwykle, obserwatora. Wszelkie zapędy skutecznie studziła też pogoda, wszak jesienny termin do ostatniej chwili trzymał wszystkich w niepewności.

untitled-3-of-34 untitled-20-of-25

A jednak nie obyło się bez tradycyjnej napinki. O dziwo, samo MMC i rywalizacja z innymi startującymi musiała ustąpić pola zmaganiom z Torem. Dla większości był to pierwszy raz, dla wielu pierwszy raz na poważnie. Lotniska są fajne, bo są szybkie proste, ale zakręty muszą być wolne, bo wyryp, trawa blisko i generalnie jest kwadratowo. Kartingi też są fajne, bo jest technicznie i łatwo opanować tor jazdy ale są też raczej wolne bo ciasno. A Tor Poznań to jest to. Jedyny obiekt z prawdziwego zdarzenia w kraju. Jedyny, na którym regularnie organizowane są imprezy wyższej rangi. Jeden z ostatnich z historią. A przy tym niesamowicie szybki i nieszablonowy. Gdyby przyjeżdżała tu F1, to poznańska nitka byłaby kultowa też poza Polską. Babę Jagę stawiano by na równi z 130R czy Paraboliką, a sekwencja Pod Dębami spokojnie byłaby odpowiednikiem Maggots, Becketts i Chapel z Silverstone. Dodajmy do tego słynną barierę dwóch minut, której złamanie jest powszechnie uznawane za spore osiągnięcie, a efekt może być tylko jeden – ponad osiemdziesięciu podekscytowanych kierowców z chrapką na pojedynek z Torem.

dsc03333untitled-1-of-25

Na szczęście rundy MMC od zawsze zaczynały się poważnymi pogadankami na temat bezpieczeństwa i przypominaniem o zachowaniu zdrowego rozsądku. Nie inaczej było tym razem. Dzień rozpoczął się od briefingu, na którym obsługa skutecznie studziła zapędy, przypominając o zasadach panujących podczas sesji, ograniczeniach prędkości w depo i parku maszyn oraz nieuniknionych karach za wykroczenia. Powagi sytuacji dopełnił krótki acz rzeczowy opis flag i organizacji piętnastominutowych sesji. Rzadko zdarzało się by ta stricte formalna część rundy zaczynała się punktualnie, nie mówiąc już o stuprocentowej frekwencji. Tor Poznań budzi szacunek i widać, że zawodnikom odpowiadała wyższa ranga imprezy.

Runda finałowa miała nieco inny format od pozostałych. Zwyczajowy podział na poranny trening i późniejszy rallysprint musiał ustąpić miejsca obowiązującym na Poznaniu zasadom. Kierowców podzielono na cztery grupy, każda z grup miała odbyć siedem sesji, z których podczas sześciu mierzono czasy. W efekcie powstał genialnie prosty i przejrzysty plan dnia, a to zaowocowało absolutnym brakiem opóźnień. Oczywiście nie licząc przerw na sprzątanie asfaltu z mx-piątkowych resztek, w końcu Tor nie zamierzał poddać się bez walki.

untitled-46-of-57

Jak na październikowy poranek przystało, pierwsza sesja odbyła się w równie trudnych co zabawnych warunkach. Poznawanie obiektu na zimnych oponach i mokrej nawierzchni z perspektywą niedalekiej barierki wartej tysiąc złotych za segment? To je to.

Aura sprzyjała, asfalt przesychał i kolejne sesje odbywały się już w dobrych warunkach, by nie powiedzieć, że optymalnych. Cechą charakterystyczną rund MMC od zawsze był nieznośny upał, wysysający wszystkie siły z kierowców oraz wszystkie płyny z samochodów i na odwrót. Finał odbywający się w przy 12° był przyjemną odmianą i pozwalał w pełni skupić się na jeżdżeniu. Praktycznie wszyscy kierowcy z sesji na sesję poprawiali swoje czasy, przerwy spędzając na omawianiu punktów dohamowań, mierzeniu ciśnienia w oponach i porównywaniu prędkości wejścia w ten cholerny ostatni prawy. Najbardziej cieszy, że, poza kilkoma drobnymi incydentami (i jednym większym), runda przebiegła gładko, a to w równej mierze zasługa obsługi, organizatorów jak i kierowców.

dsc03574untitled-19-of-53untitled-30-of-53

W klasie 1600 finał rozstrzygał miejsca na niższych stopniach podium, ponieważ dominacja Kuby Qbatrona nie pozostawiała wątpliwości – lublinianin wygrał cztery rundy w sezonie, pozostawiając daleko w tyle swoich konkurentów. Na finale startował pożyczonym samochodem, jak członek bodaj pierwszego zespołu w ramach MMC, stworzonego przez chwilowo niepełnosprawnego Maćka nickesha. Niestety, razem z drugim kierowcą zespołu, Maćkiem Kidmanem, zaliczyli raczej nieudany występ, głównie za sprawą nieodpowiednio przygotowanego samochodu. I tak wygrana, decydowana sumą trzech najlepszych okrążeń, przypadła stałemu bywalcowi toru Tomkowi U.S.U.Lowi, przed startującymi NC 1.8 Michałem Dr. Kokonem i Ignacym. Mimo największych wysiłków, panowie nie byli w stanie zagrozić Kubie, który ostatecznie został Mistrzem Klasy 1600 sezonu 2016, z Tomkiem zajmującym drugie i Michałem zajmującym trzecie miejsce na podium.

untitled-43-of-53
Ignacy w oficjalnie najładniejszym samochodzie sezonu
untitled-32-of-53
Tomek U.S.U.L. na apexie

W klasie 2000 pod nieobecność faworyta, Tomasza tomato, walka była bardziej wyrównana. Jak zwykle była to również najliczniejsza grupa. Szybki układ Toru Poznań zdecydowanie premiował najmocniejsze modele najnowszych generacji – na podium stanęło trzech kierowców jeżdżących dwulitrowymi NC, a czwarte miejsce zajęła najnowsza ND. Ostatecznie zwycięstwo w rundzie rozstrzygnęło się pomiędzy Rafałem Rockatanskym oraz Klaudiuszem webimem, którzy cały sezon deptali po piętach Tomaszowi. To jednak Rafał, zapewne dzięki udziałowi w Trackdayu przed rundą, wyszedł z tego pojedynku zwycięsko, notując przy okazji świetne czasy, na poziomie 1:55-1:56. Trzecie miejsce przypadło Arturowi arturo_tiburon, który w końcu doszedł do porozumienia z NC po przesiadce z NB. Tym samym Rafał zapewnił sobie tytuł Mistrza Klasy 2000 sezonu 2016, przed Klaudiuszem i Danielem Dżuniorem. Rafał przy okazji wykazał się klasą, deklarując przekazanie mistrzowskiego pucharu Tomkowi, który z powodu choroby przegapił finałową rundę.

untitled-26-of-53-1
Artur arturo_tiburon skręcający w prawo
untitled-35-of-57
Daniel Dżunior nieco szybciej skręcający w prawo
untitled-31-of-53
Rafał Rockatansky jeszcze odrobinę szybciej skręcający w prawo

Rywalizacja w klasa Turbo budzi niestety najmniejsze emocje, od jakiegoś czasu totalnie zdominowana przez Michała Dr.Kokona. Na domiar złego, jedynie trzech kierowców zaliczyło więcej niż trzy rundy, a prawie połowa tylko jedną. Taka sytuacja nie sprzyja rozwojowi i odrobinę obniża prestiż zawodów. A jednak, czasy osiągane przez kierowców w klasie Turbo nadal mogą budzić podziw, jako jedyni schodzili poniżej 1:55. Koniec końców zwycięstwo przypadło Michałowi, który na początku czwartej sesji uzyskał również czas dnia wśród mx-5, wybitne 1:50:62. Drugie i trzecie miejsce przypadło dwóm poznaniakom, również Michałom – Hantkusowi oraz Maykowi. Tytuł Mistrza Klasy Turbo sezonu 2016 powędrował więc do Dr.Kokona, wicemistrzostwo przypadło Grzegorzowi gzy, który na rundzie finałowej zajął czwarte miejsce, natomiast drugim wicemistrzem został Karol himber, główny organizator serii.

untitled-36-of-53
Michał mayk czyli 270 koni w akcji
untitled-1-of-53
Michał Hantkus czyli 220 koni w akcji
untitled-50-of-57
Michał Dr.Kokon po wyprzedzeniu Rafała….
untitled-42-of-53
…i na chwilę przed wyprzedzeniem Artura
untitled-56-of-57
Grzegorz gzy

Najmniej liczna i tym razem okazała się klasa kobiet. Z drugiej strony, wszystkie cztery startujące zawodniczki wykazały się dużą regularnością, omijając najwyżej po jednej rundzie. Po czterech zwycięstwach w sezonie, Maria mary przypieczętowała tytuł mistrzowski wygraną w finale. Drugie miejsce i tytuł wicemistrzyni uzyskała Maja Mayeczka, a najniższe miejsce na podium i tytuł drugiej wicemistrzyni przypadł Annie Torpedzie.

dsc03584

Bez dwóch zdań, finałowa runda na Torze Poznań była godnym zakończeniem udanego sezonu Miata miniChallenge. Czwarty rok zmagań za nami. I tak jak podczas dotychczasowych imprez było sporo opóźnień, mniejszych lub większych błędów, niefrasobliwości i wszechobecnej beztroski, tak finał pokazał, że tą ekipę stać na wejście na wyżyny organizacyjne, a kierowców na dorównanie im poziomem sportowym. Czy to zapowiedź profesjonalizacji serii tego nie wiem, niemniej jednak rzadko się zdarza, by tak młody cykl ewoluował z taką prędkością. Jedno jest pewne – nie ma w naszym kraju prostszego przepisu na wejście w świat ścigania. Niech żyje MMC!

zdjęcia © Agnieszka/Kamień, Łukasz Zawalski

 

1 Komentarz

  1. Bardzo interesujaco napisany reportaż, świetne zdjęcia. I jaka znajomość nazw zakrętów europejskich torów. Nie tylko rośnie poziom cyklu MMC, ale również Twojego bloga.

     

Wyślij komentarz