Rozdwojenie jaźni – Opel Meriva

23 marca 2017

go to link Nie lubię Opla. Już tłumaczę, posługując się niezbyt wyszukaną parafrazą. Opel to producent prawdopodobnie najbardziej nijakich samochodów na świecie. Ich modele nie są ani specjalnie ładne, ani tanie, nie mają wyjątkowych walorów użytkowych, nie cechuje ich wysoka niezawodność czy chociażby skłonność do pomysłowych rozwiązań. Nie ma nic, żadnej innowacyjności, żadnej tożsamości. Opel na dodatek nie ma choć jednej specjalności, nic czego można by się uchwycić. I właśnie dlatego zupełnie szczerze stwierdzam, że to jedyna marka do której czuję zwyczajną niechęć. A oto Opel Meriva.

tłem dla zdjęć są pozostałości po kopalni Dębieńsko, w Czerwionce Leszczyny

Ten wyjątkowo pozbawiony koloru samochód pochodzi z nieco zapomnianej już klasy. Teraz liczą się tylko SUVy i patrzenie na świat z góry, mimo że ta góra jest na ogół tylko kilka centymetrów wyżej. A Meriva to plus size wśród hatchbacków. Volkswagen kiedyś próbował z Golfem Plus, Fiat z Ideą, a Ford wypuścił Fusion i trudno powiedzieć by którykolwiek z tych samochodów odniósł sukces. Może przez te nazwy. Oczywiście, żadne z powyższych nie miało takich drzwi. To zupełnie jakby ktoś w Oplu zdał sobie sprawę z tej nijakości i, jako ostatnią deskę ratunku, sięgnął po rozwiązanie stosunkowo drastyczne. Jednocześnie niezmiernie bawi mnie, że Niemcy musieli zrobić coś takiego, żeby ktokolwiek zwrócił na Merivę uwagę.

Ta część zadania się powiodła, tylko chyba nikt nie pomyślał, co dalej. O ile z profilu jest ładnie, dynamicznie i z miłym detalem tylnego okna, o tyle front i tył są już niezmiernie bezpłciowe. Więcej, gdyby nie logo marki, to trudno byłoby powiedzieć, że oba pochodzą z jednego samochodu. To już nie jest stylistyczny konserwatyzm, to po prostu lekceważące podejście do wyglądu i tego jak produkt jest odbierany przez potencjalnych nabywców. Wszystkie porządne marki, i chwilowo zaliczamy do nich również Volkswagena, mają swój styl – z której strony nie spojrzeć na Golfa, Mazdę 6 czy nawet Skodę Kodiaq, to co zobaczycie ma sens i odwołanie do innego fragmentu wewnątrz czy na zewnątrz. Spójność to słowo na dziś. Dlaczego to wspomniane okno ma takie obniżenie? Dlaczego tylne drzwi przy nadkolu nagle mają kant? Czemu z przodu przy światłach przeciwmgielnych jest plastik w trzech różnych barwach? Czy te przetłoczenia mają jakąś kontynuacje? Po co te wąsy przy znaczku? Obawiam się, że gdybym kontynuował ten wątek, to finalnie zajęłoby mi to więcej czasu niż Niemcom narysowanie tego samochodu.

Wewnątrz jest tylko trochę lepiej. Opel wyznaje zasadę, że liczba przycisków równa się bogactwu, toteż całą deskę rozdzielczą wypełniono co do centymetra. W dodatku każdy knefel ma mniej więcej tą samą wielkość, więc nieważne czy chcesz zmniejszyć moc nawiewu, wyłączyć kontrolę trakcji czy zamknąć dopływ powietrza – musisz spojrzeć i się upewnić. Wszystkie są w jednym miejscu, jeden obok drugiego jak terakotowa armia logotypów. Wnętrze Giulietty niech będzie dobrym przykładem logicznego rozlokowania sterowania. Na dole klima, po środku zestaw funkcji używanych na co dzień, a na samej górze radio albo ekran dotykowy. W kontekście Alfy wysuwa się kolejny minus Merivy – jej wnętrze to morze ciemnego plastiku, bardzo delikatnie przełamanego srebrną ramką tu czy tam. To niezmiernie smutne miejsce, a rysunek panoramy jakiegoś bliżej nieokreślonego miasta na tapicerce wcale nie poprawia sytuacji.

Przy okazji, dla nielubiących tabletów jakoby przyklejanych losowo na desce rozdzielczej, popatrzcie na kapliczkę kryjącą ekran. Jej kształt zupełnie odbiega od kształtu obudowy zegarów, a jednocześnie wyrasta na samym szczycie jak wynurzający się okręt podwodny. Całość odrobinę trąci myszką, mimo, że funkcję posiada na wskroś nowoczesną.

Na szczęście, wnętrze Merivy ma też kilka dobrych punktów, które dają dobrą nadzieję na przyszłość poczynań Opla w tej kwestii. System tylnej kanapy, sprytnie przekształcającej się w dwa wygodne siedziska, jest godny naśladowania. Niemcy już przy okazji pierwszej Zafiry z fotelami trzeciego rzędu chowającymi się w podłodze bagażnika udowodnili, że pomysłowości im nie brakuje. Pomysłowości, która objawia się również w postaci solidnych szyn, po których przesuwa się pokaźny podłokietnik i pod którym znajdziemy sporo przestrzeni na chociażby dwulitrową butelkę Coli. W tym momencie należy też poruszyć kwestię drzwi, które w gruncie rzeczy są zupełnie sensowną alternatywą i może należałoby się zastanowić dlaczego więcej producentów nie wykorzystuje tego rozwiązania. W końcu logicznie brzmi fakt, że drzwi otwierają się na stronę do której rzeczywiście wchodzimy, zamiast na fotel, na którym po wejściu dopiero siadamy. A widok Merivy z wszystkim drzwiami szeroko otwartymi, jak w geście serdecznego zaproszenia, jest kapitalny. Tym bardziej szkoda tego, co zastajemy wewnątrz.

Opelek napędzany jest niespełna półtora litrowym silnikiem z turbodoładowaniem, który sam w sobie jest średniakiem. W niskiej partii obrotów nie dzieje się nic, w wysokiej partii obrotów również brak fajerwerków, natomiast cała siła znajduje się pośrodku. Być może najnowszy trend robienia z benzyniaków symulatorów diesla nie jest najszczęśliwszym co przydarzyło się motoryzacji w ciągu ostatniej dekady, ale jeśli gdzieś takie rozwiązanie miałoby sens, to właśnie w niewielkich samochodach miejskich. Właściwie brak tu zalet wynikających z zastosowania turbiny, co jest wiadomością kuriozalną. Albo inaczej – te zalety gdzieś tam może i są, ale skutecznie rozpływają się pod wpływem dwóch czynników – skrzyni biegów i masy. Pięciobiegowy manual ma niemal groteskowo długie przełożenie, ewidentnie w celu poprawy wyników spalania, co jak się przekonamy, też się przesadnie nie udało poza ramami opisanymi przez NEDC. Efekt jest taki, że poniżej 70km/h właściwie nie ma sensu wbijać piątego biegu, co przyzwyczajonych do ecodrivingu z pewnością wpędzi w irytację. Drugą sprawą jest masa – Meriva waży prawie 1400kg. Częściowo za sprawą fabrycznej instalacji LPG, ale głównie przez charakterystyczną dla Opla skłonność do nadwagi.

Jak widzicie, niezły miszmasz. W całej tej frymuśnej próbie stworzenia samochodu z wyjątkowym zdziwieniem odkryłem, że jeździ mi się tym wynalazkiem całkiem przyjemnie. Pomijając niemrawy silnik i skrzynię inspirowaną kenijskimi biegaczami, Meriva stabilnie trzyma się drogi, zupełnie chętnie skręca, a obsługa nie wymaga wysiłku ani przyzwyczajenia. Mimo swej wagi, nie zajmuje dużo miejsca na drodze i nawet w zawieszeniu czuć tak rzadko ostatnio spotykaną subtelność. Istne kuriozum.

Naprawdę nie wiem jak ten samochód ująć. Z jednej strony dużo nijakich czy wręcz fatalnych rozwiązań, a z drugiej strony kilka mocnych punktów, które sprawiają, że tym trudniej przyjąć do wiadomości ilość i skalę niedoróbek. Tak jakby Merivę projektowały dwa zespoły, jeden wprawny, z dużym doświadczeniem i pełen energii, a drugi składający się z nieopierzonych studentów na letnich praktykach. W efekcie otrzymujemy pojazd najwyżej średni, choć z przebłyskami. Myślę, że jak na mojego pierwszego Opla, to mogło być dużo gorzej.

R4 1.4 benzyna + LPG
120km / 175Nm
v-max 188km/h
0-100 11.5 sek.
1396 kg
spalanie LPG: ~11,8l / 100km
ok. 68 350 zł

zdjęcia © PC, Alfa Romeo

dzięki AKS!

 

Wyślij komentarz