Rozweselacz – Renault Clio

7 grudnia 2014

Kiedy szukasz limuzyny, chcesz żeby była elegancka. Kiedy szukasz samochodu rodzinnego, chcesz żeby był przestronny. Kiedy szukasz auta sportowego, chcesz żeby budziło emocje. A kiedy szukasz samochodu miejskiego, chcesz żeby był wariatem. To on będzie ci towarzyszył w codziennej podróży do pracy, to on będzie z tobą w poniedziałkowe poranki i wszechobecne korki. Wszyscy to znacie. Czy to czego nam wtedy trzeba to szare, beznamiętne i bezduszne przypomnienie, że oto skończył się weekend i czas pracować ku chwale PKB? Najpierw próbujecie się obudzić pod prysznicem, potem wspomagacie kawą. Proponuje wspomóc się też samochodem. Oto nowe Clio.

dyfuzor generujący 300 gram docisku …

Najpierw obudzi was czerwony lakier. Pewnie – przemycono kilka czarnych detali, tu pseudo-dyfuzor, tam jakaś czarna listwa, ale to czerwień dominuje. A jeśli tylko zaparkowaliście w słońcu, rozjarzy się złotym blaskiem nagradzając was prywatnym pokazem zachodu słońca. Uroczo. A co najlepsze, większość Cliówek jeździ właśnie w tym kolorze, rozjaśniając codzienny srebrno-czarny potok na naszych drogach.

Potem obudzi was wnętrze. Największego kopa zapewnia czerwono-czarna tapicerka, dominująca w przestrzeni małego Reno. Dawka jest tak duża, że zdziwiłbym się gdyby komuś nadal chciało się spać. Tego właśnie chcemy od samochodu na co dzień – każdy potrzebuje takiego małego świrusa. To czego nikt z nas nie potrzebuje to tandeta -a taka niestety jest konsola centralna – przyklejona na środku jak jakiś osobny twór. Nie jestem wielkim fanem tego pomysłu, ale można to było uratować niezłym materiałem. Niestety, z francuzami nie te numery. Z jakiegoś powodu uznali, że czarno-czerwona tapicerka to jedno, szary plastik pokrywający resztę to drugie i jest bombowo, ale ten jeden element zrobimy z czarnego tworzywa udającego fortepianowe drewno i dodamy połyskliwą, srebrną ramkę. Że co? To właśnie tu spędzicie mnóstwo czasu, to właśnie to będziecie mieli przed oczami przez kilka następnych lat. Nie można strzelać sobie w stopę takimi oszczędnościami i plastikami jak z kubka po jogurcie. Im wcześniej francuzi porzucą ten źle rozumiany pragmatyzm tym lepiej dla dobrego samopoczucia nas wszystkich. A są powody do dobrego humoru – Reno już wie, że można wszystkie funkcje wpakować w ekran, ale klima i radio muszą mieć swoje pokrętła. Kierownica ma idealny rozmiar i kształt, podłokietnik, co nie jest takie oczywiste, doskonale podpiera łokieć, a ręczny ma tradycyjną wajchę. Tak, proszę państwa, żyjemy w takich czasach, że zwykła dźwignia ręcznego zasługuje na pochwałę, tylko dlatego, że ktoś wymyślił bzdurne elektroniczne hamulce postojowe dla ajfonowej generacji brzydzącej się każdą formą mechanizmu.

Jeśli przypadkiem należysz do wspomnianej społeczności zapatrzonych w maleńkie ekraniki, proponuje przewinąć najbliższy akapit, bowiem przechodzimy do francuskiej specjalności – silnika i zawieszenia. Marketingowcy w tym miejscu pośpieszyli by z informacją, że Reno dostarczało silniki bolidowi Red Bulla gdy Vettel zdobywał swoje cztery mistrzostwa i dlatego, proszę państwa, trzycylindrowa jednostka turbo w nowym Clio jest owocem wdrożenia najnowszych technologii wprost z F1 co automatycznie czyni ją lepszą od trudno powiedzieć kogo. Na pewno właśnie tak by powiedzieli.

My powiemy, że to standardowa obecnie jednostka w samochodach tej wielkości. Pojemność poniżej litra, trzy cylindry, turbodoładowanie. Trochę koni, trochę momentu, z zużyciem paliwa bywa różnie. Do setki Clio przyspiesza w dość usypiającym tempie dwunastu sekund, ale dzięki turbinie silnik ma wystarczająco dużo momentu do żwawego pokonywania miejskiego labiryntu. Jak na benzynowy symulator diesla przystało, na wysokich obrotach, poza budzącym ze snu hałasem, nie ma czego szukać.

W podobnym tonie ‚dobrze wykonanej roboty’ da się poznać zawieszenie małego Reno. Ni to twarde, ni to miękkie, jakby inżynierowie wiedzieli, że nikt tu specjalnie nie będzie się czepiał i całą inwencję należy spożytkować na model RS. Wystarczy unikać bzdurnych 17′ felg i jazda nie powinna męczyć. No właśnie, a propos jeżdżenia. Francuzi najwyraźniej nie potrafili się zdecydować czy Clio ma być samochodem tylko na krótkie dystanse i zaczęli majstrować z przełożeniami skrzyni biegów. W efekcie, wrzucając piąty bieg przy 60km/h Reno porusza się niezbyt chętnie, nie mówiąc już o przyspieszaniu. Z drugiej strony przy prędkościach autostradowych nie wyje jak zarzynana świnia. To dobry kompromis i właściwie powinno mi się to podobać, ale w czasach ekologicznej turboefektywności nie spodziewałem się tak rozsądnego podejścia.

na zdjęciach Dom Kultury na Dębie, dzielnicy Katowic

Jest jeszcze jedna rzecz i tego już Reno nie będzie w stanie wytłumaczyć, a my nie powinniśmy im tego wybaczyć. Chodzi o zastosowanie hamulców bębnowych na tylnej osi. Halo, czy to na pewno 2014 rok? Oczywiście, francuzi na pewno będą tłumaczyć, że siła hamowania jest odpowiednia i tarcze na wszystkich czterech kołach to niepotrzebny luksus, ale czy oszczędzanie na bodaj najważniejszym podzespole w ogóle można jakoś uzasadnić? Hamulce tarczowe są łatwiejsze w serwisowaniu, lepiej odprowadzają ciepło, co istotne zwłaszcza w mieście, i, na ogół, są efektywniejsze. Jeśli byle jaki plastik na konsoli środkowej nazwałem strzałem w stopę to to jest jak wejście na minę. Bleu blanc rouge, kto ich zrozumie…

Niech was to jednak nie zraża. Nie ma w tym segmencie samochodów idealnych. Jeden udaje coś czym nie jest, wnętrze drugiego przyprawia o depresję a cena trzeciego jest jakby był ze złota. Clio świetnie wygląda, ma niezły silnik i dobrze sprawdzi się w roli porannego pobudzacza. To również bodaj jedyny samochód w którym koło zapasowe jest podwieszone z tyłu i opuszcza się je korbką w bagażniku. Zdecydowanie jest to argument kończący. A mówiłem już, że rewelacyjnie wygląda w czerwonym?

0.9T R3
90KM/135Nm
v-max 177 km/h
0-100 12.2 sek.
980kg
spalanie w teście 5,9l/100km

Dziękuje Pani M.

 

Wyślij komentarz