Apartament – Volvo V90 D5

9 lutego 2017

Łączenie architektury z motoryzacją to zadanie karkołomne. Fakt, wszyscy lubimy w wolnej chwili pooglądać wypasione garaże albo chałupy, które projektuje się z myślą o samochodach. Dużo zabawniejsze jest jednak porównywanie samochodów z budynkami. I tak, dajmy na to, Lada Niva to motoryzacyjny odpowiednik domku na drzewie – toporny i uciążliwy, ale momentami daje mnóstwo radości. Osobowe vany, na przykład Caravella czy Transit, są jak altanka w ogrodzie – naprawdę fajne tylko ze znajomymi. Klasyczne 911 to będzie stary dom w lesie – ma swoje wady, ale i niepowtarzalny charakter. Swego czasu napisałem o najnowszym XC90, że to luksusowy penthouse, zaprojektowany przez świetnego architekta. Teraz czas na flagowe kombi, czyli V90. W nomenklaturze budowlanej byłby to luksusowy apartament, tyle, że na parterze. I z ogródkiem. Oto Volvo V90 D5.

Z architektami często jest tak, że jak raz zaprojektują coś dobrego, i jeszcze może zgarną za to jakąś nagrodę, to potem powielają rozwiązania, nazywając to swoim stylem albo, nie daj boże, ideą. Podobnie jest z Volvo. XC90 wyszło tak dobrze, że V90 po prostu nie mogło porzucić tej drogi. Szwedzi doskonale wiedzą, że ich klienci to nie zatwardziali estetyczni konserwatyści i że mogą sobie pozwolić na coś więcej, niż gmeranie w lampach.

Do estetycznych wędrówek trzeba mieć odwagę. Z drugiej strony, to nie tak, że to rodzinne kombi z trzema drzwiami albo z jakimś porożem na desce rozdzielczej. A jednak – znajdziesz tu miłe dla oka detale, znajome dla Volvo kształty i kilka nawiązań do szwedzkiej kultury. Właściwie to nie ma tu nic do czego mógłbym się przyczepić. Może trochę nie podoba mi się moda na ogromne felgi, ale też samochody tej klasy nigdy nie miały szesnasto lub siedemnastocalowych felg. Poza tym, to bardziej moje własne preferencje niż poważny zarzut.

Co najciekawsze, na zdjęciach V90 wygląda na ogromny samochód, prawda? Otóż w rzeczywistości, nie, w rzeczywistości to też jest ogromny samochód. Jednak nadal piekielnie mi się podoba. Rzadko spotyka się wielgachne kombi o tak idealnych proporcjach. Pamiętacie odwłok Accorda albo E klasę, która bez żadnych przeróbek mogła robić za karawan? Niestety, jeśli oczekujecie więcej jadu, to muszę was rozczarować. Nie sądzę, żeby V90 było samochodem idealnym, ale prawda jest taka, że bardzo dużo się w nim Szwedom udało.

Cóż, jeżeli uważacie, że do tej pory było za dużo ‚słodzenia’, to muszę was ostrzec – wchodzimy do środka. A to po prostu majstersztyk. Nie znam drugiego wnętrza tak doskonale łączącego styl z łatwością obsługi, przytulnością, jakością wykonania, świetnie dobranymi materiałami i kolorystyką, a przede wszystkim – wygodą. Naprawdę można się tu poczuć jak w hotelu wysokiej klasy, tyle tylko, że zamiast room service zostaje wam service na jakimś Orlenie czy Shellu.

Tak, prawie wszystkie funkcje trafiły na wyświetlacz ale jego obsługa to fraszka. Podstawy, jak nawiew, grzanie pupy czy radio, są na wierzchu. Jest osobne okno do sterowania systemami bezpieczeństwa, wykrywaniem znaków, HUDem, ale przede wszystkim, całość działa z szybkością tylko trochę mniejszą niż najnowsze tablety. Ponadto, co dla wielu jest sprawą życia lub śmierci, tudzież miłości lub pogardy, wyświetlacz nie sterczy na szczycie deski rozdzielczej. A dla tradycjonalistów jest też kilka przycisków i nawet jedno pokrętło. Dziwne, że wśród tej całej nowoczesności Szwedzi zdecydowali się na tradycyjny drążek skrzyni biegów, zamiast okrąglaka jak w Jaguarach lub bardziej fikuśnego wolantu jaki ostatnio stosuje Audi. Za to silnik odpala się dżojstikiem, pewno uznali, że starczy tej moderny.

Rozmiary V90 czuć wewnątrz – można narzekać na brak większych silników, ale kompaktowe rozmiary czterech cylindrów sprawiają, że zostaje mnóstwo miejsca dla pasażerów i ich tobołków. Wakacyjne wyprawy dodatkowo umili audio od Bowers&Wilkins i mimo, że ja się na tym zupełnie nie znam, to znajomi z bardziej wyczulonym uchem twierdzą, że gra fantastycznie. Spora w tym zasługa wyciszenia, które w Volvo jak zwykle jest na bardzo wysokim poziomie – samochód skutecznie odcina wszelkie przeszkadzajki.

Chciałem teraz napisać kilka słów o tym co siedzi pod maską i co ciągle wywołuje tyle kontrowersji. Paradoksalnie, te czterocylindrowe silniki rozniecają chyba więcej emocji niż jakiekolwiek V8, a nawet nie trzeba ich odpalać. Efekt tego potępiania jest taki, że ruszając V90 spodziewacie się samych najgorszych rzeczy. Że mało mocy, że będzie powolnie reagował na gaz, że to przecież taki ciężki samochód. Cały ten bagaż dezinformacji powoduje, że odruchowo mocniej wciskacie pedał i co się okazuje? Że nie tyle wciska w fotel, co jeszcze właśnie mocno przekroczyliście dopuszczalną prędkość. Nie dajcie się zwieść wiecznym malkontentom – to może i jest tylko dwulitrowy silnik, ale mocy i momentu mu nie brakuje. Tym bardziej, że pomagają mu dwie turbiny, ochoczo pompujące ogromne ilości powietrza. To dzięki nim macie do dyspozycji 480 niutonometrów. Prawda jest taka, że siedząc za kierownicą trudno narzekać na brak większego motoru.

A zalet takiego rozwiązania kwestii napędu jest więcej – na przykład brak ciężkiego V6 nad przednią osią. Mimo swojej wagi, V90 wydaje się lekkie, jakby stąpało na palcach. Oczywiście, to nie tak, że możecie atakować zakręty jakby nie było jutra, ale Szwedzi wiedzą jak zrobić dobrze jeżdżący samochód. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że Volvo, nieco spóźnione, oferuje standardowo ośmiobiegowy automat, który pozwala zapomnieć, że w samochodach nadal montuje się skrzynie biegów. Żadnych łopatek do zmiany biegów, trybów supersport czy podwójnych sprzęgieł. Technologia w służbie świętego spokoju.

No i proszę. Niespełna 7 lat temu Volvo zostało przejęte przez chińskie Geely, a dziś produkuje samochody takie jak V90. Samochody niemal pozbawione wad, innowacyjne w każdej dziedzinie, tradycyjnie ultra bezpieczne i jeszcze miłe dla oka. Chętnie bym ponarzekał, ale prawda jest taka, że nie ma na co. Absolutnie. To auto jest po prostu fenomenalne.

R4 2.0 diesel
235km / 480Nm
v-max 230km/h
0-100 7.2 sek.
2000 kg
ok. 313 000 zł (w tym Bowers&Wilkins 14 000, dach panoramiczny 7000, HUD 6000, felgi 8000)

zdjęcia © PC

 

1 Komentarz

  1. „samochody tej klasy nigdy nie miały szesnasto lub siedemnastocalowych felg” – BMW E60 wychodziło standardowo na 16calach, E39 na 15calach, także tego..

     

Wyślij komentarz